Pierwsza niedziela w oktawie Bożego Narodzenia poświęcona jest Świętej Rodzinie Nazaretańskiej. Mała społeczność w Nazarecie, na którą dziś kierujemy spojrzenie, może pod wielu względami być wzorem dla naszych chrześcijańskich rodzin. Popatrzmy jednak na nią dzisiaj pod jednym tylko kątem widzenia. Może nie rzucającym się w oczy, ale zasadniczym, mianowicie jej stosunku do Boga. Problem właściwego stosunku do Boga jest kluczowym problemem także dla każdej chrześcijańskiej rodziny i od jego właściwego postawienia i rozwiązania zależy nie tylko szczęście i trwałość tego związku, ale w ogóle wszystko. Święta Rodzina – to rodzina Bogu bliska. Zarówno Serca Maryi, jak i serce Józefa należą całkowicie do Boga. Ona „łaski pełna”, on „mąż sprawiedliwy”. Od chwili wcielenia, a już szczególnie narodzenia Chrystusa, Maryja i Józef posiadają Boga „dla siebie”. Ten wcielony Bóg, jest przecież „ich” dzieckiem. I Maryja, i Józef mówią do Niego: „synu”. I Ona i on są powszechnie uważani za rodziców tego dziecka. Któż jest bliżej siebie niż kochająca się rodzina? I choć oboje nie rozumieją czasem postępowania własnego dziecka, nie oddala ich to od Jezusa. Służą Mu wiernie i ofiarnie. Gdy zajdzie potrzeba, podejmą dla Niego najbardziej nawet trudne decyzje. Szczególnie Matka, która na pewno lepiej od Józefa uświadamia sobie boskie „wyposażenie” swego Syna, starannie przechowuje i rozważa w swym sercu wszystko, co dotyczy Jezusa. I taka bliska Jezusowi, oddana Mu aż po krzyż, aż po grób, zawsze Służebnica Pańska, związana sercem najpierw z Synem. Następnie, pozostanie aż do końca swoich doczesnych dni z przedłużającym Jego istnienie na ziemi Kościołem. Największą pochwałą, na jaką zasłużyć może rodzina chrześcijańska, to stwierdzenie, że jest ona bliska Boga. Niestety, nadprzyrodzone wyposażenie nie zawsze zostaje przez człowieka rozpoznane i wykorzystane. Skarby, które się otrzymało, można roztrwonić, a przywileje stracić. Rodzina Bogu bliska, przeobraża się w rodzinę, która Boga zgubiła. Do tej tragicznej katastrofy nie dochodzi zazwyczaj nagle i niespodziewanie. Najczęściej umiera się powoli, na raty. Przestają cieszyć i interesować kościelne święta. Coraz częściej w niedzielę, zamiast do kościoła, jedzie się w plener. Pacierz staje się coraz rzadszy i coraz bardziej nudny. W zapomnienie idzie spowiedź i Komunia Święta. I tak bezboleśnie, jakby w narkozie, rodzina odchodzi od Boga. Czy znajdzie jeszcze czas i siły na to, by powrócić.

Ks. Ireneusz