Takich rozstań i pożegnań nie zna świat. Dla nas każde odejście tych, których kochaliśmy, to strata i ból. Przy naszych pożegnaniach płyną łzy. Po naszych rozstaniach zostaje pustka. Przestaje się dziać, to co się dotąd działo. Zupełnie inaczej wygląda pożegnanie Jezusa z uczniami i uczniów z Jezusem w dniu wniebowstąpienia. W miejsce sentymentalnych gestów – ostatnie pouczenie. Zamiast smutku rozłąki, krzepiące słowa: zostanę z wami. Zamiast odejścia w gorzką bezczynność ludzi opuszczonych, mobilizujący do czynu rozkaz: idźcie na cały świat i głoście ewangelię wszystkim narodom. Na zakończenie jeszcze ostatnie błogosławieństwo. „A kiedy ich pobłogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba” – zapisze Łukasz w swojej ewangelii, zapisze zwyczajnie i bez patosu, jakby chodziło od najzwyklejszą w świecie rzecz. Równie charakterystyczna jest postawa apostołów. W relacji Łukasza nie ma ani słowa o smutku czy łzach. Wręcz przeciwnie. Zanotuje on, że po odejściu Pana uczniowie „z wielką radością wrócili do Jerozolimy… błogosławiąc Boga”. Czyżby nie kochali tego Odchodzącego? Czyżby odetchnęli z ulgą, że przestał im wreszcie ciążyć swoją świętością, ogromem swoich wymagań? Czyżby zapachniał im spoczynek i emerytura? Nic z tych rzeczy. Jak chyba nigdy dotąd, tak w dniu Wniebowstąpienia apostołowie czują się związani ze swoim Mistrzem. Jak nigdy dotąd są Mu dziś wierni i zdecydowani pozostać wiernym. Jak rzadko w życiu czują odwagę i gotowość podjęcia dla Jezusa wszystkich prac i trudów. Jeżeli się nie smucę, to tylko dlatego, ponieważ najgłębsze, wewnętrzne przekonanie mówi im, że rozstanie, które przeżywają, nie jest ani rozstaniem, ani końcem, a raczej krokiem w nową, większą jeszcze bliskość i początkiem spraw ważniejszych niż te, w których dotychczas uczestniczyli. Zmieni się w prawdzie cała zewnętrzna sceneria. Wyłączone zostaną na zawsze zmysły: wzrok, słuch, dotyk. Rzeczywistość, w którą teraz poprowadzi ich wiara, pozostanie jednak ta sama. Ich Jezus i oni Jezusowi.

Ks. Ireneusz