I wstąpił do nieba. Zamiast szczegółowo zajmować się licznymi znakami zapytania, jakie się dzisiaj nasuwają, spróbujmy spojrzeć na teologiczną treść dzisiejszej uroczystości. Treść ta jest nadspodziewanie bogata i – o dziwo – wbrew pozorom ogromnie na człowieka ukierunkowana i człowieka żywo obchodząca. Wniebowstąpienie, to święto, w którym Kościół czci Chrystusa wracającego w swojej ludzkiej naturze do Ojca, po wypełnieniu na ziemi zleconych mu zadań. Słowo „powrót” nie może być rozumiane w ten sposób, jakoby Chrystus udawał się fizycznie, w którymś tam dniu, na pewne, określone miejsce w kosmosie, zwane niebem. Niebo bowiem jest nie tyle miejscem, co stanem, nowym, doskonalszym sposobem bycia. Wniebowstąpienie oznacza więc nie zmianę dotychczasowego miejsca pobytu, ale nowy sposób przebywania Jezusa tak w niebie, czyli u Ojca, jak również tu na ziemi, wśród nas. O wniebowstąpieniu, jako odrębnej tajemnicy, można co najwyżej mówić, patrząc na Jezusa od strony ludzi. I ludziom, już w dniu zmartwychwstania, ukazuje się Jezus w stanie „przemienionym”. Wraca do uczniów ten sam, ale nie taki sam. Jego uwielbione ciało nie podlega ani cierpieniu, ani śmierci, to zjawi się, to znowu znika, nie zna przeszkód ani zapór. Jest to Jezus już nie ziemi, ale nieba. Ale jeszcze tyle dawnych więzów łączy Go z uczniami. Zjawia się im, rozmawia z nimi jak człowiek z człowiekiem, jeszcze ich poucza, oświeca, bogaci nowymi zbawczymi darami. Można by powiedzieć, że te krótkie dni po zmartwychwstaniu bardziej nawiązują do tego, co było, jak do nowej rzeczywistości, jaka zaistniała w dniu Wielkanocy. Ale oto w czterdzieści czy ileś tam dni po zmartwychwstaniu kończy się i ta paschalna obecność. Jezus ukazuje się uczniom po raz ostatni. Ukazuje się w stanie olśniewającej chwały jako Ten, który spełniwszy zlecone sobie zadanie, zastaje – w zamian za swoje posłuszeństwo Ojcu – przez tego Ojca wywyższony i posadzony po Jego prawicy, czyli obdarzony równą Bogu potęgą. Pozornie jest to święto bolesne. „Odszedł” ktoś, kto nas kochał i kogo my kochaliśmy. Przy rozstaniach płyną często łzy. Coś z tych łez p opłynęło zapewne przy pierwszym odejściu Pana, w Wielki Czwartek. Wzruszył się wówczas głęboko sam Jezus. Wzruszyli i Apostołowie. Bo też było to odejście w mękę, w noc, w pozorne przekreślenie wszystkich nadziei. W dniu wniebowstąpienia nie płacze nikt. Dla Jezusa jest to radosny i zaszczytny powrót do domu Ojca.

Ks. Ireneusz