Strona parafii św. Jana Sarkandra w Bańgowie

20 Niedziela Zwykła

Nie pokój, lecz rozłam! „Obdarz nas pokojem!” – Codziennie prosimy o to we Mszy świętej Bożego Baranka, wierząc, że taka prośba idąca przecież jak najbardziej po linii natury Baranka, zostanie na pewno wysłuchana. Baranki nie toczą bowiem wojen, nie rozrywają na strzępy przeciwnika, nie żywią się ani mięsem ani krwią swoich ofiar. Są barankami, a nie lwami czy tygrysami. Ale oto w dzisiejszej Ewangelii nasz Baranek Boży robi wszystkim niepokojącą niespodziankę. Jakby wypierają się swojej misji Księcia Pokoju, którą zwiastowali aniołowie nad Jego kołyską, mówi On do uczniów: „Czy myślicie, że przyszedłem ziemi dać pokój? Nie, powiadam wam, leczy rozłam”. Kiedy zestawimy to zdanie z innymi wypowiedziami Jezusa, choćby z tymi znanymi: „Pokój zostawiam Wam, pokój mój daję wam”, czy z Jego wielkanocnym „Szalom”, jesteśmy zdezorientowani. Czy z góry przekreśla On to, co powie na innym miejscu? Albo nie brał poważnie którejś ze swoich wypowiedzi? Ani jedno, ani drugie. Obydwie wypowiedzi Jezusa są prawdziwe i obydwie potraktować trzeba poważnie. Ale ta dzisiejsza każe być uważnym, by nie podstawić pod słowo „pokój” tego sensu, który wprawdzie dla nas jest oczywisty, ale niezupełnie pokrywa się z tym, co myślał Jezus. Słowo „pokój”, to wyrażenie wieloznaczne. Dziś, w naszym świecie jest ono niesłychanie modne. Znużeni tylu wojnami, zagrożeni wciąż na nowo różnego rodzaju konfliktami, uchwyciliśmy się kurczowo, niby ostatniej deski ratunku, hasła „pokój” i próbujemy z niego zrobić jedyne skuteczne lekarstwo na wszystkie bolączki ludzkości. Co rozumie przeciętny, szary człowiek pod wrażeniem „pokój”? Pokój to dla nas czas bez wojny. Czas bez rewolucji, bez krwawych zamieszek. Pokój to spokój. Czy Jezus posługując się wyrażeniem „pokój”, miał także to samo na myśli? Boję się, że nie zawsze. Dziś mówi wprawdzie o pokoju w potocznym tego słowa znaczeniu, rozumiejąc pod nim zgodę i wzajemną tolerancję. Ale na przykład żegnając się z uczniami w wieczór Wielkiego Czwartku, ma na myśli zupełnie coś innego. Powiedział im to zresztą całkiem wyraźnie: „Pokój mój daję wam! Nie tak, jak daje świat”. Jest tu jakaś wartość związana bezpośrednio z Nim samym, z Jego osobą i misją. Jest w tym pokoju coś z Boga, coś z wieczności, coś z najbardziej fundamentalnych przeznaczeń człowieka. Jezus nie obiecywał nigdy światu, że uwolnij go od wojen. Nigdy nie zapowiadał na ziemi trwałego ładu, spokoju i dobrobytu. Przeciwnie, wielokrotnie ostrzegał On swoich, że przyjdzie żyć im w świecie wstrząsanym konfliktami, niesprawiedliwością i gwałtem, znosić prześladowania, a nawet stracić życie za przyznanie się do Chrystusa.

Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania 20 Niedziela Zwykła została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii

19 Niedziela Zwykła

Wolni i gotowi. Niedzielne ewangelie, to czasem wielkie perspektywy, porywające wyobraźnię obrazy, fundamentalne dla życia problemy. A czasem tylko detale, fragmenty jakiejś obszerniejszej nauki, szczegółowe zalecenia lub wskazania. Dziś właśnie przypadło nam do rozważania tego rodzaju wycinek z większej całości, wycinek pozornie marginesowy, w rzeczywistości niezmiernie ważny dla każdego ucznia Chrystusa. Chodzi o wyzwolenie serca z nadmiernego przywiązania do dóbr materialnych oraz o czujną gotowość sługi, który czeka na powrót pana. Pragnienie posiadania jest jednym z podstawowych pragnień człowieka, a prawo do własności jednym z jego pierwotnych i najstarszych praw. Należąc do wyposażenia natury ludzkiej, prawidłowo użyte, przyczyniają się do ochrony wolności i godności ludzkiej. Niestety, posiadanie nie jest wolne od niebezpieczeństw. U wielu ludzi prowadzi ono do wykoślawienia charakteru i poważnych konfliktów z etyką. Ten, kto ma, chciałby zazwyczaj mieć więcej. Chęć zbicia majątku przeradza się u niejednego w prawdziwe opętanie. Bogacz, który wszedł na tę drogę, ani spostrzega, jak traci z oczu inne wartości: sumienie, uczciwość, wolność, prawa drugiego człowieka, owszem nawet samego Boga. Mamona urasta do rangi bezwzględnego bożyszcza, któremu codziennie składać trzeba coraz to nowe ofiary. Żaden żebrak nie pożąda tak pieniędzy, jak bogacz, który w złocie utopił całe swoje serce. Ponadto ten, kto ma, chciałby zazwyczaj zatrzymać to wyłącznie dla siebie. Bogaci nie lubią dzielić się tym, co posiadają. Chronicznie nie znoszą nędzarzy, jako potencjalnych pretendentów do ich majątku. Niewrażliwi na potrzeby człowieka, obojętnieją także wobec Boga, który im jest po prostu niepotrzebny. Swoich uczniów zachęca dzisiaj Jezus do dobrowolnej rezygnacji z posiadania, a już co najmniej do odważnego przekroczenia ziemskiego sposobu patrzenia na pieniądze i bogactwo. Oni, mała trzódka, powinni być gotowi sprzedać wszystko co mają i rozdać ubogim, by stać się wolnymi dla Boga i dla Ewangelii. Nie tracą przy tym nic.

Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania 19 Niedziela Zwykła została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii

18 Niedziela Zwykła

Marność nad marnościami. Te przeznaczone do rozburzenia stare stodoły z dzisiejszej Ewangelii, by w ich miejsce wybudować nowe i obszerniejsze, napsuły już niejednemu z wierzących sporo krwi. Czy naprawdę Panu Bogu nie podoba się, że pracujemy, dochodzimy do jakiego takiego majątku, że zaczynamy wygodniej mieszkać i dostatniej się ubierać, a nawet odkładamy jeszcze coś na czarną godzinę? Czy doczesna rzeczywistość, w której tkwimy, dla której zamartwiamy się, nie dojadamy, nie dośpimy, dla której człowiek bierze na siebie tyle ofiar i za którą wysoko płaci swoim czasem, swoim zdrowiem, a więc sobą samym – to tylko „marność nad marnościami” i pogoń za wiatrem, jak nam to przed chwilą odczytano? Czy rozsądny i pracowity gospodarz – bo leniwcowi nie obrodzi pole nawet w najbardziej urodzajne lato – nie zasługuje na pochwałę i postawienie go za wzór, a nie na słowo „głupiec”! Czy chrześcijaństwo do końca gardzić będzie ziemią i nawoływać wyłącznie do pacierza i liczenia na pomoc z nieba? Wystarczy! Nie mnóżmy zarzutów. Im więcej ich wysuniemy, tym bardziej będą niedorzeczne. Najlepszą odpowiedzią niech będzie poważne podejście do tekstu dzisiejszych czytań mszalnych, w pierwszym zaś rzędzie do Ewangelii. Łukasz przytacza w niej opowieść Jezusa o pewnym zamożnym człowieku, który nie wiedząc, gdzie zgromadzić udane zbiory, postanawia zburzyć swoje stare spichlerze dla wybudowania nowych, bardziej obszernych. Zapewne jest to gospodarz energiczny i z inicjatywą. Niestety, lista pochwał pod jego adresem nie będzie długa. Nasz obszarnik ma bowiem sporo wad. Jest on przede wszystkim bardzo krótkowzroczny. Wybudowawszy, nowe stodoły sądzi naiwnie, że ubezpieczył się w ten sposób na całą swoją przyszłość. A co, gdy złodzieje się włamią? A co, gdy pożar? A co, gdy spadek ceny zboża? Nawet niepozorne myszy sprawić mogą prawdziwe spustoszenie w źle zabezpieczonych sąsiekach. Nasz gospodarz nie bierze w ogóle pod uwagę takiej ewentualności. Co gorsza, on i w stosunku do własnej osoby nie wietrzy żadnego niebezpieczeństwa. A ileż to potrzeba, by umrzeć? Dróg prowadzących w śmierć jest wiele. Nasz gospodarz nie ma tego rodzaju zmartwień. Wręcz przeciwnie. On już z góry ustalił program na te długie i spokojne lata, którego go czekają. I tu znowu człowiek ten okazuje się bardzo płaski i malutki.

Ks. Ireneusz

 

  • Możliwość komentowania 18 Niedziela Zwykła została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii

17 Niedziela Zwykła

Proście, a otrzymacie! Przyrzeka nam Jezus w dzisiejszej Ewangelii wysłuchanie wszystkich próśb zanoszonych do Boga. Nie jest to jedyna obietnica tego rodzaju na kartach Ewangelii. Podobnie mocne jak u Łukasza wyrażenia: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam”, znajdziemy także u Mateusza, Marka a przede wszystkim u Jana. Wszystkie te wyrażenia budzą uzasadnioną ufność. „O cokolwiek”, „ilekroć”, „wszystko” – i to za jedno tylko ufne zwrócenie się do Boga. Człowiek aż nie wierzy własnym uszom. Czy to możliwe? Obwieszone wotami i dziękczynnymi tablicami ściany przeróżnych sanktuariów, pełne wdzięczności listy, przepełnione pociągi do Lourdes, Fatimy czy Częstochowy zdają się potwierdzać ewangeliczną tezę o skuteczności modlitwy. Tylu ludzi zostało przecież wysłuchanych. Dla tylu niebo okazało się łaskawe. Niestety, nasze własne doświadczenie mówi nam możesz zgoła coś innego. Ile razy prosiliśmy i nie otrzymaliśmy nic. Ile razy szukaliśmy, a nie było nam dane znaleźć. Nie tylko delikatnie, jednym palcem, ale i pięściami obu rąk kołataliśmy w zamkniętą bramę nieba, niestety, drzwi nikt nam nie otworzył. Powie ktoś: może prosiłeś o rzeczy szkodliwe, o błahostki, drobiazgi? Ale cóż szkodliwego jest w tym, gdy proszę, by zagrożone małżeństwo moich przyjaciół nie rozleciało się, by ojciec przestał pić, a syn powrócił szczęśliwie z wojska? Albo czy to jest drobiazg lub błahostka, gdy błagam Boga o pomyślne wyniki skomplikowanej operacji? O zdanie przez moje dziecko egzaminu dojrzałości? O spokój i zgodę w rodzinie? A przecież wiele takich właśnie próśb pozostaje „niewysłuchanych”. Czyżby zabrakło czegoś istotnego naszej modlitwie, że Bóg pozostaje na nią głuchy? Warto się nad tym zastanowić, no bo przecież nie sposób przyjąć, że Jezus przereklamował wartość modlitwy i obiecał coś na wyrost, czego w rzeczywistości nie miał zamiaru spełnić i nie spełnia. W swoim Liście do Gminy Jerozolimskiej stawia apostoł Jakub następujące twierdzenie: „Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie”.

Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania 17 Niedziela Zwykła została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii

16 Niedziela Zwykła

Pochwała kontemplacji. Nawet z powodu Jezusa można dojść w domu do nieporozumienia. I to pomiędzy tak szlachetnym i rozumiejącymi się osobami, jak siostry Łazarza: Maria i Marta. Poszło o sposób zachowania się wobec gościa. Gościem był Jezus, który niespodziewanie zawitał do Betanii. Dwie osoby – dwie postawy. Marta rzuca się gorączkowo w wir przygotowań improwizowanego w pośpiechu przyjęcia. Maria siada u stóp Przybywającego i zapatrzona w Niego, zasłuchana w Jego słowa, zapomina o całym świecie. Scena w Betanii, tak barwnie opisana w dzisiejszej Ewangelii, może poróżnić pomiędzy sobą także i nas. Bo chociaż Jezus rozstrzygnął już autorytatywnie na korzyść Marii sposób zachowania się obu sióstr, niejeden z nas ma nadal i mieć będzie chyba jeszcze długo wątpliwości, czy w opisanym wypadku należało akurat tak postąpić, jak to zrobiła Maria. Zagonieni, zapracowani, zanurzenie od świtu do nocy w hałas kręcącego się obłędnie kieratu życia, niełatwo przyznamy, że „Maria obrała najlepszą cząstkę”. Tym bardziej, że wyrasta przed nimi problem wciąż aktualny, a różnie przez różnych ludzi rozstrzygany, mianowicie kontemplacji i życia czynnego. Słowo „kontem- placja” występuje nie tylko w słowniku pojęć religijnych. Ostatnio posługuje się nim dość
często tak zwana filozofia głębi i psychoterapia, nie mówiąc już o pismach indyjskich guru. Słowo „kontemplacja” w znaczeniu religijnym kojarzy się nam z zakonami klauzurowymi, gdzie to poświęceni Bogu ludzie, odcięci od świata wysokim klasztornym murem, a jeszcze bardziej dobrowolnym wyrzeczeniem, w skupieniu, medytacji i modlitwie usiłują, jak kiedyś Maria w Betanii, przeżyć bliskość Boga. Tego rodzaju kontemplację uprawiać jednak można także poza klasztorem, w stanie świeckim. Otóż wszystkim tym ludziom robi się czasem poważne zarzuty. Pozwalają oni sobie rzekomo na luksus bezczynności. Zamykają się w egoistycznym kręgu własnych spraw, a swój cenny czas marnują na długich modlitwach i nikomu nic nie dającej pobożności. Ile razy w życiu słyszeliśmy tego rodzaju zarzuty! Może i wśród nas samych są tacy, którzy za tamto „marnowane” życie mają pretensje nie tylko do poszczególnych osób, uprawiających kontemplację, ale i do wszystkich zakonów klauzurowych, do Kościoła, który na to pozwala i do tego zachęca, a nawet do samego Boga. „Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu?”.

Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania 16 Niedziela Zwykła została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii

15 Niedziela Zwykła

Kto jest moim bliźnim? Odpowiedź pozornie prosta i aż dziwić się trzeba, że uczony w Piśmie, człowiek zapewne starszy i nie głupi, który przecież nie żył na księżycu, ale na ziemi, zwrócił się właśnie z takim pytaniem do Jezusa. Moim bliźnim jest każdy człowiek. Każdy, a więc nie tylko rodak, mówiący tym samym co ja językiem i mieszkający w tym samym kraju co ja, a więc nie tylko wyznawca religii, którą ja uważam za prawdziwą, i tego kierunku politycznego, za którym ja się opowiadam. Moi bliźni mają różny kolor skóry, mówią niezrozumiałymi dla mnie językami, gromadzą się pod sztandarami różnych barw, czczą lub nie czczą Boga, są sprawiedliwi lub grzeszni, budują na świecie ład, dobro i pokój albo topią ten świat we krwi, krzywdzie, nędzy i plugastwie. Poza więzami natury istnieją związki o wiele wyższej rangi. Wszyscy jesteśmy dziećmi Bożej miłości. Każdego z nas Bóg kocha i każdym się opiekuje. Za każdego z nas umarł Chrystus. Każdy zaproszony został do życia bez końca w królestwie Ojca. Uczony w Piśmie w dzisiejszej Ewangelii mógł tego wszystkiego nie wiedzieć. Od dzieciństwa wszak wmawiano mu, że bliźnim jest tylko rodak, Izraelita, członek wybranego przez Jahwe narodu. Stąd zapewne jego pytanie skierowane do Jezusa. My wiemy, kto jest naszym bliźnim. Wiemy, że jest tych bliźnich tylu, ilu ludzi zamieszkuje ziemię. Wiemy również, że ich sobie nie wybieramy. Czy chcemy, czy nie chcemy, oni po prostu są. W czym jednak problem? Mianowicie przy teoretycznym akceptowaniu zasady, że wszyscy ludzie są moimi braćmi, w praktyce często żyję życiem egoisty, szukam wyłącznie samego siebie, służę tylko sobie i poza sobą nie widzę nikogo. A to straszne odkrycie!

Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania 15 Niedziela Zwykła została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii

14 Niedziela Zwykła

Zaczynało się zawsze od słowa „pójdź”. Rzucał je temu lub owemu, spotkanemu na drodze. Rzucał je niektórym z tych, co sami zgłosili się, bo zapragnęli pozostać przy Mistrzu. Nie kupował nikogo obietnicami. Nie ciągnął ludzi ku sobie wizją łatwego i dostatniego życia. Czasem wręcz ich zniechęcał wysokimi wymaganiami. Jedni odchodzili, drudzy zostawali. Z tych, którzy się zdecydowali pozostać, urosła z czasem spora gromadka. I gdy się już razem zżyli, gdy byli już nie tylko „z Nim”, ale i „Jego”, wtedy padło i to drugie słowo: „Idźcie”. Musiało paść. Do Jezusa przychodzi się zawsze po to, żeby przez Niego zostać posłanym. Uczeń jest tu zawsze apostołem. Otrzymany dar musi być przekazany innym. Cała dzisiejsza Ewangelia poświęcona jest opisowi rozesłania przez Jezusa Jego uczniów na pierwsze prace apostolskie. „Idźcie” – które tutaj pada, ma jeszcze bardzo skromny zasięg; właściwie tylko Galilea, może Judea, może niewielki skrawek ościennych krajów przylegających do Izraela. Ale czuć już w tym słowie zapowiedź innego rozesłania, które mieć będzie miejsce po Zmartwychwstaniu – „na cały świat”. Do wszystkich narodów. Podobnie jak zbawienie ma charakter powszechny, tak i wieść o nim dotrzeć musi do wszystkich. Żniwo jest więc wielkie i dojrzewa nie tylko w Palestynie. Czy starczy jednak robotników? Tych tutaj jest 72. W porównaniu z pierwszą ekipą misjonarzy, składającej się wyłącznie z Apostołów, tutejsza jest o wiele większa. Ot ludzie bardzo prości, ale silni nie tyle wiedzą religijną, czy wymową, ile tym, co przeżyli u boku Jezusa, co u Niego widzieli i co słyszeli z Jego ust.

Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania 14 Niedziela Zwykła została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii

13 Niedziela Zwykła

Zaproszeni przez Łukasza Ewangelistę włączamy się dzisiaj umysłem i sercem w ostatnią wędrówkę Jezusa z Galilei do Jerozolimy. Najkrótsza i najczęściej wybierana droga prowadzi przez Samarię. W czasie długiej drogi do stolicy, Jezus wiedząc, że dopełnia się już czas Jego wzięcia z tego świata, tym szczodrzej szafuje słowem pouczenia i napomnień, odsłaniając tajemnice Królestwa Niebieskiego oraz warunki, które dopełnić powinni ci, którzy chcą się stać jego uczestnikami. W pewnej samarytańskiej miejscowości odmówiono wędrującym do Jerozolimy pielgrzymom kwatery i noclegu. Afrontu, uczynionego Mistrzowi, nie wytrzymują uczniowie: Jakub i Jan. Nie darmo noszą, nadany im przez Jezusa przydomek „Boanerges” – synowie gromu. Otóż ci synowie gromu wołają: „Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich! ”.Ileż to się nawybrzydzano na synów gromu za tę niewczesną chęć ściągnięcia ognia z nieba. Bo czy takie życzenie godne jest uczniów i przyjaciół Tego, o którym Izajasz pisał, że „trzciny nadłamanej nie dołamie, ani knota tlejącego się nie dogasi”? Tego, co sam o sobie powiedział, że jest „cichy i pokorny sercem”. Na usprawiedliwienie dwóch krewkich apostołów warto przypomnieć, że tak jak oni, rozumował cały Stary Testament. Odrzucić żądanie Boga, zlekceważyć Jego słowo lub Jego wysłańca – to zasłużyć na natychmiastową karę. Wymierzy tę karę sam Bóg albo posłuży się w tym celu swoim człowiekiem. Pokusa bronienia honoru Boga przez natychmiastowe ukaranie nieposłusznych i odrzucających Jego zbawcze zaproszenie jest stara jak świat. Jest to pokusa bardzo subtelna i z tego powodu bardzo niebezpieczna. Łatwo w takich wypadkach przeoczyć pytanie: Czy Bóg rzeczywiście wybrał właśnie mnie, bym w Jego imieniu stał się sędzią i katem, oraz czy dla osiągnięcia dobrego celu wolno się posłużyć metodami budzącymi moralne zastrzeżenia?

Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania 13 Niedziela Zwykła została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii

12 Niedziela Zwykła

„A wy – za kogo Mnie uważacie?”. Któregoś dnia musiało paść i to pytanie. Ostatecznie byli już prawie trzy lata z Nim. Codziennie słuchali Jego nauk i coraz większym zdumieniem patrzyli na dokonywane przez Niego cuda. Blisko, jak nikt inny, uczestniczyli w Jego życiu. Jest rzeczą niemożliwą, by człowiek do tego stopnia i przez tak długi czas związany z drugim człowiekiem nie wyrobił sobie wreszcie własnego osądu o nim. Byli ludźmi trzeźwymi, mieli oczy i uszy otwarte toteż wiedzieli dobrze jakie są obiegowe opinie tłumu na temat ich Mistrza: Eliasz, Jana Chrzciciel, może któryś z dawnych zmarłych proroków. Tak wyrażali się zwolennicy. Wrogowie mieli oczywiście własne, mroczne jak ich sumienie, sądy o Chrystusie. Natomiast ogół ludzi jeszcze nie był pewny. Jeszcze czekał. Jeszcze wciąż stawiał sobie pytanie: Kim właściwie On jest? Czy Piotr należał do tych, którzy wiedzą? Od dawna to za nim chodziło. Chyba od dnia, gdy w poczuciu własnej grzeczności wypraszał ze swojej łodzi Świętego. Ale nigdy nie próbował stanąć tak oko w oko z powagą tego pytania, aż spadło ono samo na niego tu, pod Cezareą Filipową: „A wy – za kogo Mnie uważacie? Nawet nie wiedział, kiedy zawołał: „Za Mesjasza Bożego”. I zaraz wielka ulga. Nie dlatego, że Pan pochwalił wiarę ucznia. Po prostu trzeba to było kiedyś powiedzieć i Piotr cieszę się, że zdarzyło się to właśnie dziś. Tylko po co Jezus w ogóle pytał Piotra o tę wiarę? Czyżby nie wiedział, co pierwszy z uczniów o Nim myśli? Odpowiedź Piotra nie była potrzebna Jezusowi. Potrzebna była natomiast samemu Piotrowi. Potrzebna jest także i nam. Wyznanie Piotra i towarzyszy ważne było nie tylko dla nich. Szybciej niż sami mogli się spodziewać, zrobili wielki krok w wiarę. Czas był bardzo po temu. Stali wszak przededniu próby. Szli ku Jerozolimie, która zabija proroków.

Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania 12 Niedziela Zwykła została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii

Jakie prawdy przydatne do religijnej refleksji podsunie dzisiejsze święto mnie, katolikowi XXI wieku, niezbyt przygotowanemu do teologicznych spekulacji, a przecież spragnionemu głębszego poznania Boga, w którego wierzę. Z wielu możliwych myśli wybierzmy tę zasadniczą – Bóg jest wielką tajemnicą. Tak, Bóg jest wielką, kuszącą, ale przez nikogo nierozszyfrowaną tajemnicą. Nie przejrzymy Go nigdy do końca, nie zamkniemy w jakąś określoną formułę, nie ułowimy w misternie dzierzganą sieć naszych rozumowań. Im więcej o Nim myślimy, im wymowniej próbujemy Go głosić, tym prędzej dochodzimy do wniosku, że najwłaściwszą postawą wobec Jego tajemnicy jest tylko milczenie. Bo my, ludzie świata, rozumujemy pojęciami świata, ale On nie jest światem. My, uwikłani w materię i przemijający, ujmujemy wszystko w kategoriach wymiaru przestrzeni i czasu, a On jest poza przestrzenią i poza czasem. My skazani na myślenie i dumni z władzy myślenia, sądzimy, że rozumem zdołamy przejrzeć wszystko. Ale tu podchodzimy do Kogoś, kto z góry założył, że musi ono ugiąć kolana przed niepojętym. Jakże łatwo przy takich założeniach o fałszywy krok w pojęciu Boga. Ale fałszywy, malowany według zbyt człowieczej miary obraz Boga może być przyczyną gorzkich rozczarowań, a nawet utraty wiary. Bo i spójrzmy, kto dostrzega w Bogu wyłącznie dobroć, będzie miał ciągle trudności z nieszczęściami nawiedzającymi świat, wojnami, katastrofami i klęskami żywiołowymi, śmiercią bliskich mu osób, chorobą, kalectwem. Bo i jak to pogodzić z istnieniem Boga, do którego polecono nam nadto wołać: Ojcze! Zło panujące na świecie, grzech, krzywda wyrządzana niewinnym, prześladowania spadające na Kościół i ludzi dobrych będą nieustannym kamieniem obrazy dla tych, którzy w bogu widzą jedynie Sprawiedliwość i Stróża moralnego ładu na ziemi. Dlaczego w obliczu nieszczęść On nie reaguje? Dlaczego milczy? Dlaczego pozwala? Tajemnica Trójcy Przenajświętszej uczy: Bóg jest inny, niż Go sobie wyobrażamy. Zamiast konstruować w swojej świadomości dopracowany we wszystkich szczegółach obraz Boga, zamiast na siłę przykrawać Go do ziemskich modeli, uświadamiajmy sobie ciągle na nowo, że stoimy wobec oszałamiającej tajemnicy, której nigdy, nawet w niebie, w pełni nie rozszyfrujemy. Tajemnicy tej się nie rozlicza, nie dyktuje się warunków, nie zgłasza pretensji. Tajemnicę tę przyjmuje się i wchodzi w nią na kolanach. Powiedział kiedyś Goethe: „Największym szczęściem dla myślącego człowieka jest zgłębiać to, co się zgłębić da, a co się zgłębić nie da, czcić!”.

Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania Niedziela Uroczystość NAJŚWIĘTSZEJ TRÓJCY została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii