W niedzielę poświęconą Chrystusowi Królowi, czyli w ostatnią niedzielę roku kościelnego słyszymy od ołtarza wołanie ogłaszające ludziom Sąd Ostateczny. Nasza zwariowana, często brzydka i nie fair prowadzona zabawa w świat nie będzie trwać wiecznie. Przyjdzie dzień, w którym ktoś powie koniec, i uczestników rozliczy. O ile Ewangeliści: Marek i Łukasz ukazują tę chwilę w przerażającej scenerii jakiejś niewyobrażalnej katastrofie kosmicznej, która zakończy dzieje wszechświata, o tyle Mateusz ogranicza swój opis do najbardziej tylko niezbędnych szczegółów zewnętrznych. Rozbudowuje szeroko samą treść tego, co nazywamy Sądem Ostatecznym. W obrazie zapożyczonym z ceremoniału biblijnych królów-pasterzy ukazuje on przyjście Syna Człowieczego w orszaku niebieskich dworzan-aniołów dla dokonania wielkiego i ostatecznego podziału ludzkości: na owce i kozły, to jest na dobrych i na złych. To w konsekwencji oznaczać będzie dla pierwszych zbawienie, dla drugich odrzucenie. Nasze zainteresowanie budzik ukazany w tym dramacie przede wszystkim ów tajemniczy Syn Człowieczy. Nie ulega wątpliwości, że pod imieniem tym kryje się Jezus, ten Jezus, który żyjąc jeszcze widzialnie wśród nas na ziemi bardzo często jakby z upodobaniem nazywał siebie Synem Człowieczym podkreślając przez to realizm własnego człowieczeństwa i wynikające stąd pokrewieństwo z nami. Jezus jest Królem jest to król, któremu dana została wszelka władza na niebie i na ziemi, który ma klucze śmierci i otchłani, który jest alfą i omegą, początkiem i końcem wszystkiego. Kiedyś ten Król zawezwie nas przed swój trybunał i rozliczy z życia, ponieważ otrzymał od Ojca władzę wykonywania sądu.

Ks. Ireneusz