Czy Ty jesteś Królem żydowskim?”. Hałasująca na schodach, przed bramą trybunału zgraja ludzka nie słyszała pytania Wielkorządcy. Ale gdyby usłyszała i ona parsknęłaby śmiechem. Ten królem? Po prostu tytuł ten mógł najskuteczniej zaprowadzić Oskarżonego na krzyż. A o to przecież chodziło. Ale każdy z tych, krzyczących, gestykulujących i miotających się dziko po dziedzińcu mężczyzn wiedział, że kim jak kim, ale królem to Jezus nie był. Patrzyli przecież od lat na Jego życie. Widzieli, jak wędrował pieszo kamienistymi drogami Judei czy Galilei, jak sypiał często na ziemi, owinięty tylko w płaszcz i drżący od chłodu nocy, jak jadł suchy chleb, popijając wodę ze studni czy potoku. Nie miał nie tylko pałacu, ale nawet własnego domu. Nazarejczyk nie był otoczony wojskiem, wystrojonymi dworzanami lub zgiętymi wpół niewolnikami, ale 12 rybakami, ludźmi prostymi, topornymi. Byli to w gruncie rzeczy dobre chłopy, ale na straż przyboczną króla, raczej się nie nadawali. Czekający na wyrok Poncjusza Piłata ludzie wiedzą to wszystko. Wiedzą także, że kiedy raz rozentuzjonowany tłum ofiarować chciał Nazarejczykowi koronę królewską, On nie tylko nie uległ podsuwanej pokusie sięgnięcia po władzę, ale uszedł potajemnie na miejsce nieznane, jakby chcąc się zdecydowanie i raz na zawsze odciąć od tego rodzaju ofert. Ten biedny Człowiek otwiera nagle usta. Ani się broni, ani usprawiedliwia. Przeciwnie. Jakby przekonany, że pytanie które do Niego skierowano, było samo przez się zrozumiałe, zaczyna mówić o swojej władzy monarszej i o jakimś królestwie, które wprawdzie nie jest stąd, ale w każdym razie gdzieś jest, gdzieś istnieje. A mówi to wszystko głosem spokojnym, opanowanym, bez cienia egzaltacji, jakby o rzeczy najzwyklejszej, o której wszyscy wiedzieć powinni. Piłat jest niebosiężnie zdumiony. Nie wierzy własnym uszom. Pyta więc raz jeszcze: „A więc jesteś królem?”. I znowu ta sama spokojna, beznamiętna, pełna wewnętrznej godności odpowiedź: „Tak, jestem królem”. Teraz Piłat już wie, że nie uda mu się w żaden sposób ocalić tego dziwnego więźnia. Będzie Go musiał skazać na śmierć, właśnie za to jego „królowanie”. Jezus wie również, że słowami, które przed chwilą wyrzekł, przypieczętował swój los. Dziwi nas fakt, że współcześni Jezusowi Żydzi nie dojrzeli w Jego osobie zapowiedzianego przez proroków Mesjasza-Króla. Tym bardziej, że wystarczyło mieć otwarte oczy, by pomimo przeciwnych pozorów, dostrzec w życiu i postępowaniu Proroka z Nazaretu rysy właściwe władcom i panującym. Wprawdzie Jezus zrobił wiele, by osłonić swą królewską godność płaszczem pokory i uniżenia, ale mimo tego całego przebrania pozostało w Jego życiu wiele, co Go zawsze zdradzało i co głośno krzyczało wszystkim uważnym, kim On naprawdę jest.

Ks. Ireneusz