Wniebowstąpienie Pańskie. A w ogóle to czyje to jest święto? Jezusa? Apostołów? Nasze? Sama nazwa: „Wniebowstąpienie Pańskie” mówi, że chodzi o jedną z tajemnic Chrystusa. Jest to jednak tajemnica wyjątkowo człowiekowi obca rozgrywające się poza sferą jakichkolwiek jego doświadczeń, a więc nie za wiele go obchodząca. Dla niektórych Wniebowstąpienie jest symbolem bardzo niemodnej dziś postawy odwrócenie się plecami do świata i zajęcia wyłącznie niebem. Są wreszcie i tacy, którzy nie rozumieją, dlaczego żegnając opuszczającego na zawsze ziemię Chrystusa, nie ocieramy z oczu łez. Spróbujmy spojrzeć na teologiczną treść dzisiejszej uroczystości. Treść ta jest nadspodziewanie bogata i o dziwo wbrew pozorom ogromnie na człowieka ukierunkowana i człowieka żywo obchodząca. Wniebowstąpienie to święto, w którym Kościół czci Chrystusa wracającego w swojej ludzkiej naturze do Ojca po wypełnieniu na ziemi zleconych Mu zadań. Słowo „powrót” nie może być rozumiane w ten sposób, jakoby Chrystus udał się fizycznie, w którymś tam dniu, na pewne, określone miejsce w kosmosie, zwane niebem. Niebo, bowiem jest nie tyle miejscem, co stanem, nowym, doskonalszym sposobem bycia. Wniebowstąpienie oznacza więc nie zmianę dotychczasowego miejsca pobytu, ale nowy sposób przebywanie Jezusa.
 „Pożyteczne jest dla was moje odejście” mówi Jezus do uczniów. W domu Ojca, w którym jest mieszkań wiele, idzie przygotować im miejsce. Wolno nam oczywiście za odchodzącym Panem podnieś oczy w niebo. Podnośmy je tam nawet często! Bóg zasługuje na to! Ale ręce, ręce niech zostaną przy ziemi. Pracowicie i twórczo przy ziemi. By ją uczynić Jego ziemią!