Lubimy rzeczy pewne i nienaruszalne. Bardzo nam z tym wygodnie, owszem, bardzo schlebia, że sprawy tak właśnie się mają. Inni muszą dopiero szukać, my już znaleźliśmy. Inni budują w trwodze, wśród niepowodzeń i omyłek, my już mamy gotowe. Ktoś tam miota się niespokojnie wśród pytań i wątpliwości, nam już powiedziano wszystko. Ale tę buńczuczną pewność siebie, ten napuszony tryumfalizm ludzi Kościoła, którym się zdaje, że otrzymali od Boga w prezencie całą i w najdrobniejszych szczegółach wykończoną prawdę, burzą słowa Jezusa, wypowiedziane w Wielki Czwartek do uczniów: „Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz jeszcze tego znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy”. Nie zacieśniajmy tej znamiennej obietnicy wyłącznie do grona Apostołów. Ona ma wieczną wymowę. Jesteśmy członkami Kościoła, który posiadając prawdę, ciągle na nowo musi się jej uczyć, ciągle mozolnie ją zgłębiać, pełniej poznawać i coraz bardziej przekonywająco ukazywać. Takim chciał go mieć Jezus i dlatego poddał go kierownictwu Ducha Świętego. Ten Duch pełnić będzie w Kościele wiele różnorakich funkcji. Nie wchodźmy dziś w ten rozległy temat. Zostańmy przy tym jednym tylko z Jego zadań, tym, które zarysował Chrystus, mówiąc: „doprowadzi was do całej prawdy”. W ciągu długiej historii Kościoła pojawiać się będą coraz to nowi „mędrcy”, nawet z grona duchownych i teologów, by nam uczenie wyjaśnić, że Chrystus, mówiąc np. „To jest Ciało Moje”, bynajmniej nie zamierzał wiązać swojej obecności z postacią konsekrowanego chleba, że oznajmiając: „Komu odpuścicie grzechy, są im odpuszczone”, absolutnie nie myślał o spowiedzi, a chwaląc wiarę Piotra, nie uczynił go wcale głową Kościoła. Zamiast padać od razu plackiem przed wypowiedziami takich „geniuszy”, idźmy raczej spokojnie do wiary tych pierwszych, często naocznych jeszcze świadków, którzy nie pod kierunkiem człowieka, ale samego Ducha Świętego wchodzili w rozumienie tajemnic wiary i pod Jego kierunkiem budowali zręby chrześcijańskiej doktryny i kościelnych struktur. „Nauczyć się”, to przede wszystkim przyswoić sobie ukazywaną nam prawdę. To, czego uczył Chrystus, nie jest materiałem do samego tylko, nawet uważnego, teoretycznego studium. Treść Ewangelii należy niejako wziąć w siebie i uczynić swoją osobistą własnością, za którą staję całym sobą, a więc umysłem, wolą i sercem. Nauczyć się Ewangelii, to nauczyć się Chrystusa. To przyswoić sobie Jego sposób myślenia, działania, patrzenia na Boga, na człowieka i na świat, na Eucharystię, spowiedź świętą i papieża czyli widzialną głowę Kościoła.

Ks. Ireneusz