Owoce nie rosną same, tak w powietrzu, lecz są jakby przedłużeniem krzewu, drzewa. Są z nim zrośnięte, wyrastają z niego, czerpią z drzewa soki – czyli to, co jest konieczne do wzrostu. Owoce, które przedwcześnie opadną z drzewa, są jeszcze niedojrzałe. Są cierpkie, twarde, niesmaczne. Najbardziej cenimy te, które aż do czasu zbioru dojrzewają na gałęzi. Wszczepienie w Chrystusa dokonuje się w sakramencie chrztu. W nim otrzymujemy dary, łaski, rozwija się w nas zapylony pączek kwiatowy, który w przyszłości ma wydać owoce. Rozwijający się owoc potrzebuje składników odżywczych. Chrystus karmi nas Eucharystią, z niej czerpiemy siły do duchowego wzrostu. Kiedy pojawia się na liściach, na owocach pleśń grzechu, wtedy konieczne jest oczyszczenie – sakrament pokuty. W przeciwnym razie owoce zaczynają gnić. Tak też jest z wnętrzem człowieka – jeżeli trwa w grzechu i nie chce się poddać oczyszczeniu – psuje się, pleśnieje, nie przynosi owoców, umiera. Ewangelia mówi, że po to jest oczyszczenie, by obfitsze były owoce. Trwa w Chrystusie – kto trwale jest z Nim złączony. Ja i Chrystus, dwie osoby połączone. Św. Paweł powie: Żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus (Gal 2, 20). Możemy teraz popatrzeć na wiarę jako na bardzo ścisłą więź z Chrystusem. Jest to życiodajna więź. Żyjemy życiem Bożym, życiem w łasce. Kto nie trwa, ten umiera! Z trwania ma wynikać druga cecha dojrzałej wiary – owocowanie. Wiara łączy się z życiem, wpływa na postawę względem Boga i drugiego człowieka. Powinna kształtować nasze wnętrze tak, abyśmy stawali się coraz lepszymi i według niej postępowali.