Zapewne wyda się to niejednemu dziwne, że odchodząc z tego świata, Jezus przypomniał ludziom obowiązek miłowania nie Boga, ale drugiego człowieka. W stosunkowo krótkiej dzisiejszej ewangelii, stanowiącej fragment mowy Jezusa w Wieczerniku, na kilka godzin przed męką, dwukrotnie pada polecenie: „to wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali”. Ta sama myśl wróci w kończącej mowę modlitwie Jezusa, zwanej przez biblistów modlitwą arcykapłańską. Aż cztery razy zwróci się On tu do Ojca z prośbą, by ci, których pozostawia, złączeni byli jednością i wzajemnie się kochali. Przypominając ludziom obowiązek miłości, Jezus nie zapomina wcale o Ojcu. Przeciwnie, w ten swój ostatni wieczór na ziemi jest sercem i myślą nieustannie przy Nim. Ale wie, że Ojciec nie przez co innego, ale właśnie przez to, najbardziej zostanie uwielbiony, jeżeli wreszcie uda się – jakimś przedziwnym zabiegiem – wpleść na trwałe w definicję człowieka słowo: miłość. Wie również, że i dla człowieka polecenia, które mu dzisiaj zostawia, są poleceniami największej wagi. Nie ma bowiem dla niego innej drogi do Boga, a tym samym do jego własnego, doczesnego i wiecznego szczęścia, jak tylko droga poprzez wielką, ludzką rodzinę, w której wszystkich – dalekich i bliskich, złych i dobrych, życzliwych i nienawistnych – objąć należy kochającym i gotowym do służenia sercem. Oto dlaczego skąpo odmierzony czas, który Mu jeszcze p ozostał, p ośw ięc a Jezus na wprowadzenie uczniów w Wielką Kartę Miłości. Zrozumieją zawarte tam tajemnice i zaczną według nich żyć – wygrali. Wygrał świat. I wygrał Bóg. Nie zrozumieją i odejdą w nienawiść – a wówczas męka, ku której idzie, będzie dodatkowo gorzka i bolesna. Żaden z ludzi nie może sobie pochlebiać, że to on pierwszy robi krok w miłość. Jak wszędzie tak i tu inicjatywa należy do Boga. „Miłość jest z Boga” – napisze Jan i wyjaśni: „to nie my umiłowaliśmy Boga, ale On sam pierwszy nas umiłował”. To samo powie Jezus swoim uczniom: „nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem”.

Ks. Ireneusz