Człowiek, to istota w drodze. Przychodzi, jest chwilę z nami, potem żegna się albo i nie żegna, ale opuszcza na zawsze tych, którzy go kochali albo których on sam zdążył na chwilę objąć krótką, burzliwą, zaprawionym goryczą rozstania miłością. Tylko Bóg nie ma zwyczaju opuszczać żadnej z tych rzeczy, do których raz przyłożył rękę. Jak w dniu stworzenia, tak i po milionach lat Jego ojcowska opaczność nadal zainteresowana jest światem, nadal jest bliska wszystkiemu, co wzięło byt z Jego woli. Nawet gdy człowiek nie chce mieć z Bogiem nic wspólnego, gdy od Niego ucieka, gdy ostentacyjnie odżegnuje się od wspólnoty ze swoim Stwórcą, Bóg nie pozbawia go swojej zbawczej obecności. Idzie za opornym cierpliwie i dyskretnie, gotów w każdej chwili pochwycić rękę swego nadąsanego dziecka, gdy tylko ta ręka ufnie się ku Niemu wyciągnie. „Nie zostawię was sierotami. Przyjdę do was” – mówi Jezus do uczniów w czasie ostatniej wieczerzy, przypominając im, że wszystkie Jego rozstania z ludźmi są tylko pozorne. Szczególną jednak swoją bliskość przyrzekł Jezus swoim przyjaciołom. „Jeśli Mnie kto miłuje… Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego i będziemy u niego przebywać” – słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii. Obietnica przybycia Ojca i Syna dopełniona zostaje zapowiedzią trzeciego jeszcze Gościa: „Ja zaś prosił będę Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy”. To powtórne przyjście Jezusa w towarzystwie Ojca i Ducha Świętego jest dla człowieka źródłem pokoju, światła i siły. Kończy się ciemność i dręczące dzieci tego świata „dokąd?” I „po co?”. Kończy się smutek samotność i człowiek jakby na nowo odkrywam siebie i świat. Jak kiedyś uczniowie bierze w siebie pokój, który nie jest ani miękkością, ani rezygnacją, ani kompromisem, ale poczuciem pewności, bezpieczeństwa i zmuszającej do działania energii. Nie dokonuje się to oczywiście od razu. Bóg ma czas. Toteż odsłania się człowiekowi stopniowo i powoli.

Ks. Ireneusz