Przykazanie miłości Boga i bliźniego jest podstawowym prawem każdego chrześcijanina. To właśnie czynna miłość była tym co wyróżniało pierwszych chrześcijan od „reszty świata”. Mistrz nie tylko naucza o konieczności miłości posuniętej aż po ofiarę, bezinteresowną, otwartą i czystą. Sam daje jej przykład przez ofiarowanie życia za przyjaciół swoich, nawet nie pytając, czy są w stanie docenić wartość tej ofiary. Wyrażać naszą miłość Bogu jest stosunkowo łatwo. Gorzej, kiedy przychodzi nam konkretnie okazać ją bliźnim. Jeszcze życzliwym nam przyjaciołom miłość okazuje się łatwo. A co wtedy, kiedy trzeba w okazywaniu miłości pokonać barierę niechęci, uprzedzeń i zniżenia się do „pogardzanych przez ten świat”. Chrystus mówi: „To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali”. Miłość jest czymś co stanowi fundament naszego serca. Ją się czuje lub nie. Ktoś kto ma serce przepojone miłością nie musi zmuszać się, czy zastanawiać nad formami jej okazywania. Dzieje się to niejako spontanicznie. Dlatego warto sobie często zadawać pytanie o naszą hierarchię wartości, o to co się dla nas tak naprawdę liczy, by stwierdzić czego w nas jest więcej: miłości czy egoizmu. Często słyszymy o kojącym wpływie choćby tylko milczącej obecności kogoś kochającego. Czasami świadomość, że gdzieś na świecie jest ktoś, kto o nas dobrze myśli i tą myślą jest z nami, potrafi ratować nawet życie. Św. Jan Paweł II powiedział: „ Boski Nauczyciel wyjaśnił, co znaczy być Jego przyjacielem: sługa nie wie, co czyni pan jego; przyjaciele natomiast znają się do głębi, ponieważ przyjaźń zakłada wzajemną otwartość.  Przyjaciel rozumie, akceptuje i broni swojego przyjaciela; w pewnym sensie uczestniczy w jego życiu.”. Czy my godzimy się na taką przyjaźń wobec Boga i bliźnich?