Z ust najbardziej godnego zaufania znawcy ludzi, otrzymujemy dzisiaj praktyczny sprawdzian, pozwalający odróżnić dobrych od złych. Jezus sięga do porównania, które dla każdego jest zrozumiałe, a już chłop i ogrodnik podpiszą się pod nim bez wahania. Dobre drzewo to takie, które rodzi dobre owoce. Złe drzewo to drzewo owocujące produktem niejadalnym, a tym bardziej trującym. Jak drzewa i krzewy ocenia się na podstawie tego, co rodzą, tak ludzi poznać można i oszacować na podstawie ich czynów. Dobrzy postępują dobrze, a źli źle. Chcąc sprawdzić jakie zdanie na temat naszej dobroci lub złości moralnej ma Bóg, należy przyłożyć do życia miarę własnych czynów. Tym jesteś, czym owocujesz. Kryterium na pozór proste i łatwe w zastosowaniu. W rzeczywistości wcale tak nie jest. Bo przekładając tę miarę do siebie staniemy zaraz wobec pytania: jakie to czyny uważać należy za dobre, a jakie za złe. Jeszcze do niedawna chrześcijan nie miewał w tej materii większych wątpliwości. Miarodajny był dla niego Dekalog. Przykazania Boże w sposób bardzo przejrzysty wykreślają drogę pomiędzy dobrem a złem. Właściwe odczytanie tych norm ułatwia nauka Kościoła, niekryta nigdy wstydliwie, ale publicznie głoszona z ambon i nazywająca bez osłonek grzech grzechem, a nieprawość nieprawością. To wszystko należy już niestety do przyszłości. Żyjemy w świecie, w którym od dawna nie ma zgody na te tematy moralne i oceny poszczególnych czynów ludzkich. Co jedni uważają za grzechy i przed czym przestrzegają, drudzy wynoszą pod niebiosy jako wielką zdobycz naszych czasów i godną pożądania wartość. Co gorsza, rozbieżność w wartościowaniu detali życia podważyła również fundamenty etyki. W świadomości ludzi zostały zachwiane prawdy uważane dotąd za niewzruszone. To też już nie w sposób jednoznaczny odpowiada się dziś na pytania o prawdę w ogóle, o sens ludzkiego życia, o jakąś odpowiedzialność bardziej wiążącą niż wszystkie kodeksy karne, o jakiegoś Boga nad nami. Przed każdą z tych prawd postawiono znak zapytania, ten wymiar zakwestionowano, tą pewność nam zabrano. Zapomniano, że kiedy chwieje się fundament, to nic dziwnego, że pękają też ściany i sypie się tynk.

Ks. Ireneusz