Kiedy piszę ten tekst, trwa wizyta papieża Franciszka w niemieckich obozach zagłady w Oświęcimiu. Papież przeżywa ją w ciszy i modlitwie. Przed przybyciem w to miejsce mówił, że w ciszy będzie prosił o łzy. Zatopiona w modlitwie postać papieża, ucałowanie przez niego szubienicy, dotknięcie ściany egzekucji, wizyta w celi śmierci św. Maksymiliana Kolbego, ucałowanie i przywitanie każdego z żyjących jeszcze więźniów stają się wymownym znakiem wołania Piotra naszych czasów, by „już nigdy więcej” człowiek nie zgotował człowiekowi takiego piekła na ziemi. Ale też papież wyraził w ten sposób szacunek do wszystkich ofiar tej masowej zagłady. Dramat Auschwitz zrodził się z pogardy Boga, Jego prawa, przykazań ale także z chęci panowania jednego narodu nad innymi, a także z niepohamowanej chęci posiadania. I o tym dramacie mówi także ewangelia dzisiejszej niedzieli. Człowiek zapomina, że jest istotą śmiertelną, że jego dni są policzone. Chce tak urządzić się na tej ziemi jakby miał tu żyć całe wieki: pobuduję większe spichlerze, powiem sobie: odpoczywaj, jedz, pij i używaj! Prowadzi to nieraz do zawiści nawet  członków jednej rodziny. Bo każdy chce więcej i więcej i więcej. Żyje nienawiścią bo uważa, że jemu wszystko się należy. Nie zważa na to, że jedni mają przez uczciwą, wieloletnią pracę. Bogactwo zaczyna nas zaślepiać jak zaślepiło społeczeństwa zachodu, które za swoje zaślepienie zaczynają płacić ogromną cenę. Śmierć przerywa wszystko. Nagle otwiera oczy. Zwłaszcza kiedy przychodzi jako akt terroru. Ponieważ przed śmiercią nie uciekniemy jest tylko jedno zadanie, by nie dać się jej zaskoczyć. By żyć tak na ziemi, by serce już było blisko Boga. A jeśli Bóg daje nam bogactwo to tylko dlatego, że liczy na nas a raczej na to, że będziemy potrafili się dzielić.