Sługa sług Bożych to jedno z określeń, jakie stosujemy wobec Ojca Świętego. Można powiedzieć, że papieski urząd toczy się w świetle fleszy a głoszone słowa są analizowane tak przez wierzących jak i niewierzących. Papiestwo pokazuje jednak, że można stać na piedestale i jednocześnie stać się sługą wszystkich. Stąd zwłaszcza ostatnie lata pontyfikatów dobitnie pokazały, że Ojciec św. jest rzeczywiście sługa wszystkich, jest sumieniem świata a jego głos głosem tych, którym zamyka się usta. Trudno znaleźć mocniejszych obrońców godności ludzkiej i zarazem głosu, który wzywa różne strony konfliktu na świecie do pokojowych rozmów. Taki był nasz św. Jan Paweł II, takim był Benedykt XVI i takim jest dziś papież Franciszek. Wielu ludzi nazwało siebie pokoleniem JPII i chyba słusznie, bo dorastało lub dojrzewało w latach tego pięknego pontyfikatu. Iluż z nas pokonywało różne trudności by być na pielgrzymkach Ojca św., gdy przyjeżdżał do swojej Ojczyzny. Wieszamy na ścianach zdjęcia z tych spotkań, opowiadamy innym o atmosferze tamtych dni. Pytanie jednak nieco bolesne: ile w nas zostało z treści jego przemówień i homilii?! Zbliżający się kolejny dzień papieski a także List Episkopatu muszą drążyć nasze sumienia i serca. Dlaczego? Bo Papież za nas pewnych rzeczy nie zrobi! Jan Paweł II i jego następcy wskazują tylko drogę, szlak, kierunek. I chociaż lubimy nieraz manowce to wcale nie jesteśmy na nich szczęśliwsi. Szczęście rodzi się z poczucia bliskości Boga, bo On jest Miłością. Niech zbliżający się kolejny dzień papieski zmobilizuje nas nie do sentymentalnych wspomnień, ale konkretnego działania na rzecz dobra i pokoju. A minimum tego, co każdy z nas może zrobić niech wyznacza w październiku modlitwa różańcowa.