Już w przyszłą niedzielę obchodzić będziemy Uroczystość Wszystkich Świętych. Jednak wielu z nas kiedy myśli o świętości, to z pewnością przed oczyma ma obraz osób, które zostały przez Kościół wyniesione na ołtarze jako święci czy błogosławieni. Często nam się wydaje, że byli ulepieni z innej gliny niż my. Niestety ich kolorowane życiorysy nam w tym nie pomagają. Na szczęście dziś jest inaczej. Osobom wyniesionym do chwały ołtarzy oddajemy cześć publiczną, wyrażamy szacunek za ich życie, które odznaczało się miłością do Boga i drugiego człowieka, wielością umartwień, niepodważalną wiarą, to ich piękne życie może i powinno być dla nas przykładem do naśladowania. Często też ich życie było napełnione wielkimi darami nadprzyrodzonymi: mieli objawienia, czy też dar prorokowania, dzięki szczególnym darom od Boga czynili za życia cuda. To wszystko prawda. Ale wszelakie cuda, łaski były i są tylko efektem ich przyjaźni z Bogiem. Jednak musimy sobie uświadomić, że święty to również bardzo często zwykły prosty człowiek, żyjący wśród nas, często nie doceniany, to ktoś, kto jest w swoim życiu bardzo radosny, przepełniony entuzjazmem, cieszący się życiem, mający przyjaciół, ale też zdecydowany i stanowczy  co do swoich decyzji i wyborów życiowych. Każdy człowiek, który przez sakrament chrztu świętego stał się dzieckiem Boga, został zaproszony by dążyć do świętości. Każdy z nas wykonując swoje codzienne zadania, żyjąc w rodzinie, czy w samotności, będąc osobą duchowną lub zakonną może osiągnąć świętość. Jest ona możliwa dla każdego. Na oczach wielu z nas dokonywało się dojrzewanie do świętości Jana Pawła II czy też Matki Teresy z Kalkuty. Byli tacy jak my, borykali się z takimi problemami jak my, spowiadali się ale jednocześni mocno chwycili Boga za rękę i już tej ręki nie puścili.