Gdy ksiądz czyta w kościele przypowieść o dziesięciu pannach, niektórzy słuchają tego z niedowierzaniem i komentują po swojemu: Jezusowi puściły nerwy i przygadał płci pięknej. Użył zbyt mocnych słów. I za taki drobiazg jak niezabranie oliwy na ucztę weselną, ukarał je surowo. A przecież to jest sprzeczne z Jego dobrocią. Żeby zrozumieć sens tej przypowieści, należy wyjaśnić kilka spraw: Chrystus nie był antyfeministą i nigdy nie wyrażał się o kobietach pogardliwie, co niestety zdarza się niektórym mężczyznom. Nie wypowiada się tutaj na temat niefrasobliwego przygotowania się młodych do ślubu, ale sięga po ten znany powszechnie obraz, żeby wyjaśnić pewne prawdy religijne, dotyczące każdego człowieka, a nie tylko kobiet. WYSZŁY NA SPOTKANIE OBLUBIEŃCA. Jak na taśmie filmowej przesuwa się przed oczyma słuchaczy w tanecznym rytmie kolorowy pochód druhen w towarzystwie młodej pani, słychać głośny i radosny śpiew oraz widać płonące lampy. Chrystus posłużył się takim obrazem, aby wyjaśnić, czym powinna być śmierć dla wierzącego: radosnym spotkaniem na uczcie weselnej z Bogiem – Oblubieńcem. Śmierć w takim ujęciu traci swoje negatywne znaczenie, a cmentarz przestaje być ostatnim etapem człowieka. Trzeba jednak podkreślić, że sama wiara w zmartwychwstanie nie likwiduje lęku i strachu, cierpienia i choroby oraz smutku po zgonie najbliższych.  „Gdzie miłość płacze, tam wiara pociesza”. ZABRAŁY LAMPY, ALE NIE WZIĘŁY OLIWY. „Lampy bez oliwy” to symbol lekkomyślności pewnej kategorii ludzi. Podczas Mszy św. recytują: „wierzę w ciała zmartwychwstanie i żywot wieczny”, a na co dzień lansują hasła nie mające nic wspólnego z tą prawdą: „używajmy póki czas, bo za sto lat nie będzie nas, co użyjemy to dla nas”. WZIĘŁY LAMPY I OLIWĘ W NACZYNIACH. To symbol ludzi poważnie traktujących naukę i pracę, religię i Kościół, życie i śmierć. Religia jest dla nich prawdziwym skarbem, a przykazania Boże przejawem miłości Boga-Ojca. Myśl o śmierci ich nie przeraża, ale dopinguje do wysiłku na rzecz dobra.

Ks. Ireneusz