Druga z prawd wiary brzmi: „Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze”. Zapomnieliśmy trochę o tej prawdzie, bo mniej lub bardziej słusznie zaczęliśmy akcentować Boże Miłosierdzie. I owszem, jak pisał papież Franciszek: Miłosierdzie to Imię Boga, ale owo pochylenie się nad grzesznikiem nie oznacza wcale przekreślenia Bożej sprawiedliwości. Od razu nadmienić należy, że nie chodzi tu jedynie o ludzką sprawiedliwość, która niestety ma nieraz wzgląd na osobę. Człowiek nieraz ocenia drugiego po tym, co zewnętrzne, po stanie posiadania, bez znajomości przyczyn i historii człowieka. Tak łatwo przyklejać komuś łatkę. Przekreślić kogoś, gardzić osadzonymi w więzieniach. Ileż razy skazywaliśmy kogoś na ośmieszenie, pogardę, wykluczenie społeczne. Ileż dziś mówi się o tak zwanym hejcie, czyli o obraźliwym lub agresywnym komentarzu zamieszczonym w internecie. Sądy człowieka przyjęły postać samosądów bez możliwości obrony. A co gorsza nieraz uczciwi słyszą – jesteś winny, a mordercy – jesteś niewinny. Na szczęście Bóg nie ma względu na osoby. Czy jesteś papieżem, profesorem, prezesem, sprzątaczką, sprzedawcą, kelnerem – u Boga mamy równe szanse. Bóg zna historię naszego życia, zna podstawy naszych decyzji. Jego sprawiedliwość okraszona jest miłosierdziem, dlatego mamy prawo, mimo grzeszności wciąż liczyć na niebo. Ale też pamiętając, że Bóg jest sędzią nie igrajmy z życiem, nie wchodźmy w konszachty ze złem, nie myślmy, że Bóg nie widzi, nie przechodźmy na stronę diabła. Bo jak poucza prorok Malachiasz: „Oto nadchodzi dzień palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy czyniący nieprawość będą słomą, więc spali ich ten nadchodzący dzień”.