Słowo „talent” w potocznym użyciu oznacza szczególne uzdolnienia i umiejętności. Mówi się o utalentowanym muzyku i malarzu, poecie i artyście, nauczycielu i wychowawcy, lub stwierdza się, że ktoś ma dobre chęci i zapał do pracy, ale nic mu nie wychodzi z powodu braku talentu. Za czasów Chrystusa talent był monetą o wartości 54 kg złota. Chrystus chce podkreślić, że Bóg daje człowiekowi wielkie dobra i domaga się, żeby je pomnażał. NIERÓWNY PODZIAŁ TALENTÓW. Przypowieść stwierdza: „Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, a trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności”. Marzenie o ustroju, w którym wszyscy będą równi, jest bujaniem w obłokach. Zawsze będą ludzie różniący się między sobą zarówno co do wyglądu zewnętrznego, jak i cech charakteru: wysocy i niscy, szatyni i blondyni, otyli i szczupli, przełożeni i podwładni, zdrowi i chorzy, pracowici i leniwi, przestrzegający prawa i oszuści. Nawet wśród świętych nie ma dwóch podobnych do siebie. A przecież Bóg daje każdemu dary, jakie mu są potrzebne do wykonania swojego zadania. Komu więcej dano, od tego więcej się wymaga. I ZACZĄŁ ROZLICZAĆ SIĘ Z NIMI. Swego czasu prasa doniosła, że grupa młodzieży w Niemczech paradowała na ulicy w koszulkach z napisem: „Robię to, na co mam ochotę”. Chcieli przez to unaocznić, że są panami własnego życia, nie uznają żadnych norm moralnych ani autorytetów, sami decydują o tym, co jest dobre, a co złe. Nikt też nie ma prawa ich pouczać, jak należy postępować: ani dom, ani szkoła, ani państwo. No cóż, można w tym miejscu westchnąć: które to już pokolenie powiela te same błędy? A Chrystus ostrzega mocno i zdecydowanie, że Bóg rozliczy każdego indywidualnie. Jego przyjście na ziemię jest pewne jak amen w pacierzu. Zapyta wówczas, co człowiek uczynił z takimi darami jak: życie i zdrowie, wiara i wolność, rodzina i dobra materialne? Czy je rozwinął i pomnożył, czy też lekkomyślnie zmarnował, zburzył i zniszczył?

Ks. Ireneusz